Radio nie jest takie złe!

vintage radios

W odpowiedzi na liczne zapytania i protesty czytelników nadchodzące drogą mailową oraz tradycyjną – na kartkach pocztowych* (piękny Król Sielaw z zadumą spogląda zza kolorowego napisu „Mikołajki”), pragnę sprostować moje poprzednie wypowiedzi i z całą stanowczością rzec, że nie takie radio złe, jak je maluję. Dlatego dziś, drodzy czytelnicy, dla odmiany prezentuję kilka powodów, dla których warto słuchać radia.

1. Top Wszech Czasów

Nie ma kaca przyjemniejszego niż ten spędzany przy odbiorniku pierwszego stycznia. Co roku niedobitki (niedopitki?) sylwestrowiczów gromadzą się przy dźwiękach radiowej Trójki. Znajomi dzielą się na dwa obozy – tych, którzy uważają, że na pierwszym miejscu będzie Dire Straits, i tych, którzy na takie stwierdzenia surowo marszczą brwi lub ironicznie prychają – oni są pewni, że na to zasługuje tylko Stairway to Heaven. Jak zawsze jedna osoba będzie wołać: „Jak to, Archive w pierwszej trójce? Niby za co?!”. Jedno jest pewne. Prawie poleje się muzyczna krew. Zaleją Was ciepłe półnuty Rh+ i ósemki Rh-. Facebookowa ściana zadrży od publikowanych nagrań. Kilkoro muzycznych ignorantów tego dnia dokona jakiegoś odkrycia, które zmieni ich życie (do czasu, gdy znów puści sobie grupę Akcent dla życiowej równowagi). Gdy Top Wszech Czasów wybrzmiewa, wypełnia serca uczuciem słodszym niż krem sułtański i pierwsze kochanie. Narody podają sobie dłonie. Korea Północna ogłasza koniec eksperymentów z bronią atomową. Gdzieś na świecie biedak odnajduje na końcu tęczy garniec złota.

Chińskie przysłowie głosi, że ten, kto zacznie rok nie wysłuchawszy trójkowego „Topu”, skazany jest na pasmo klęsk. Nie sprawdzałam, ale nie chcę ryzykować. Polecam każdemu.

2. Konkursy

Polaki, biedaki, cebulaki, Polki, biedolki, rolki – wszyscy kochamy darmochę, gratisy i bonusy. Gdy znajomi oglądają Twoją kolekcję płyt, na razie skromną, wiadomo (barwy biedy, staż z urzędu pracy, jak bułki to tylko kajzerki), możesz z dumą wskazać na jedno z pudełek i grubym głosem pochwalić się: „...a tę tutaj wygrałam w radiu”. Prestiż rośnie, nawet jeśli to tylko składanka z Eski Rock (ale dwupłytowa!). I hej, jeśli Twoi znajomi nie są zainteresowani kolekcją płyt, zmień znajomych. Jeśli nie masz kolekcji płyt – wskażę Ci miejsce, w którym sprzedają je za kilka złotych. Trochę się kleją, a okładki pachną płynem do dezynfekcji używanych ubrań, ale co jest w stanie powstrzymać zdeterminowanego melomana?

W konkursach można wygrać bilety na festiwale czy koncerty, płyty i inne szity. Jeśli nie jesteś chytry, a zabawy takie uważasz za uwłaczające Twej godności, możesz szydzić z naiwności innych słuchaczy, którzy biorą udział w konkursach. Cały dzień wysyłali esemesy tylko po to, by po krótkiej rozmowie spiker oznajmił im radośnie, że właśnie wysyła im… radiowy kubek. Albo smycz. Ach, niemalże słyszysz ten brzęk tłuczonych marzeń… Stłumiony chichot oddalającej się nadziei napalonych na koncert Coldplaya radiosłuchaczy, którzy z goryczą muszą rozłączyć się z ukochaną rozgłośnią. Potem, któregoś pochmurnego dnia, gdy z kubkiem chłodnej herbaty będą oglądać zdjęcia znajomych, którzy otagowali się na Stadionie Narodowym czy innej Kraków Arenie, ktoś zapuka do drzwi. To zmęczony kurier wręczy śmiesznie małą paczuszkę, a w niej smycz, kolorową jak sny, kiedy ja dotykam Ciebie. Smycz ta nigdy nie zawiśnie na ich szyi. Zostanie wrzucona do tego pudełka z różnymi małymi rzeczami, które ludzie trzymają w pierwszej-szufladzie-od-góry, łudząc się, że na pewno jeszcze będą ich potrzebować. Tam radiowa smycz będzie cichutko triumfować w czasie wraz z zapasowymi flekami do butów, klejem uniwersalnym, wsuwkami do włosów, kasztanem, guzikiem i miniszachami.

A potem znów ogłoszą jakiś konkurs. Świat nabierze barw. Ruszy karuzela śmiechu. Bilety będą sypać się z nieba jak strzępki chusteczki higienicznej z kieszeni upranych przez matkę dżinsów.

3. Ta jedna piosenka, która zawsze będzie Ci się z kimś kojarzyć

Bywam ogromnie sentymentalna, a nie ma chyba dla mnie lepszego nośnika wspomnień niż muzyka. Nie zliczę, ile piosenek usłyszanych pierwszy raz w eterze kojarzy mi się przemile z konkretnymi osobami mojego życia. I za to dziękuję przeróżnym radiowym stacjom, audycjom, które słyszałam tylko raz w życiu, gościom zaproszonym do studia ze swoją dziwaczną propozycją utworów, wśród których ten jeden zaskoczył, zrobił w głowie spustoszenie, stworzył nowe połączenia nerwowe i co tam jeszcze mógł (słaba jestem z procesów mózgowych, moją wiedzę specjalistyczną czerpię głównie ze strzępków lekcji biologii i „Inside Out”).

Rozczulające na swój sposób są dramatyczne poszukiwania na forach internetowych tej jednej piosenki, która tak wwierciła się w głowę użytkownika anonymous1234, że nie spocznie, póki jej nie odnajdzie. I choćby matka jego serwowała właśnie jeszcze gorącą lazanię, on nie powstanie z obrotowego fotela, będzie rozpaczliwie pisał coraz to nowe posty: „Nie, to nie to, pamiętam, że były na pewno skrzypce. I na pewno było słowo «hey!»”. Na pewno.

I choć święte jest matki na obiad wołanie, ja tam go rozumiem. Bo potrzebujemy – jak Gotham City Batmana – takich piosenek, które dzięki radiu goszczą się miękko w głowie i nie chcą wyjść. I mówią: „Dziś będziemy grać Ci w głowie cały dzień, aż dostaniesz pierdolca”. I dobrze.

A kiedyś, gdy Twój cadillac zepsuje się na jakimś highwayu podczas podróży Twojego życia i będziesz zmuszony skorzystać z podejrzanego przydrożnego postoju, usiądziesz w prowincjonalnym barze. Znad szklanki tego czy owego uniesiesz nagle głowę. Bo oto wystarczy kilka dźwięków, by ruszyła lawina wspomnień. I poryczysz się jak gówniarz. Tak właśnie będzie. I bardzo dobrze.

*PS: Żart i nieprawda, nikt do mnie nie pisał w tej sprawie, bo nikogo moje posty nie poruszają (Jak to porusza, kiedy nie porusza? Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?). Upadłam tak nisko, że nawet pocztówkę z Mikołajek wymyśliłam – naprawdę tęsknię już do lata. Powody, dla których warto słuchać radia, nie są jednak wymyślone. A jakie są Wasze?

Komentarze

Ja regularnie słucham RMF Classic. Dla tych króciutkich audycji o 7:10 w dni powszednie. Dla muzyki klasycznej. I filmowej. Ukochanej. :)
Zdarzyło mi się słuchać RMF Classic. Pamiętam, że byłam mile zaskoczona, bo spodziewałam się wyłącznie muzyki stricte klasycznej, a tam zaraz po "San Francisco" Scotta McKenzie walczyk z "Trędowatej" lubianego przeze mnie bardzo Wojciecha Kilara. Audycji o 7:10 nie znam. To dla mnie barbarzyńska pora, nie mogę słuchać nawet domowników a co dopiero radia :D Ale może się przemogę ;)
Zazdroszczę ;) Ja już o tej porze jadę do pracy. Można też w takim razie posłuchać powtórki o 21:50 - Kartka z kalendarza, prowadzi Maciej Korkuć. Taka mini-audycja historyczna.
Plusy życia na prowincji ;) Chętnie posłucham, dzięki za pomysł!
Wspaniale piszesz, musisz wykorzystać swój talent do stworzenia czegoś większego.
całą sobą popieram przedmówcę/przedpiszcę!
Wszystko ma swój czas, drogi Aaronie Weissbaumie
Kilka refleksji po przeczytaniu tekstu, a wszystkie związane z moją ulubioną Trójką: Top Wszech Czasów - tego nie trzeba komentować, sama przyjemność. Bardzo lubiłam kiedyś (kiedyś, bo od wielu lat niestety jakoś czasu brak) Trójkową Listę Przebojów prowadzoną przez pana Marka Niedźwieckiego, ileż było żalu jak nie udało się w piątek zdążyć i słuchać od początku. Do tego siedzenie przy magnetofonie i nagrywanie ulubionych piosenek na kasety! To były czasy! Do konkursów radiowych zostałam niestety zniechęcona jeszcze jako dziecko - nigdy nie udało mi się dodzwonić do radiowej Trójki podczas "Zagadkowej Niedzieli", a przecież znałam odpowiedź na tę jakże trudną zagadkę! Nigdy też nie udało mi się dostać wymarzonego prezentu z akcji "Pocztówka do Świętego Mikołaja", ale może jak nie mam szczęścia w konkursach, to może będę miała w czymś innym...? I ostatnie - skojarzenia - z mojej strony akurat nie z piosenkami, choć i takie czasem mam, ale nawet z głosem prowadzącego. Nie umiem tego w żaden sposób wytłumaczyć, ale od zawsze głos pana Kuby Strzyczkowskiego kojarzył mi się i będzie mi się kojarzył ze smakiem zupy ogórkowej mojej mamy! Na samą myśl o jego głosie czuję ten smak! Ale nie tylko ja mam dziwne skojarzenia - kiedyś słyszałam, że jednemu panu Wojciech Mann kojarzył się z kotem i tabletkami antykoncepcyjnymi. Otóż kot z jakichś przyczyn (nie znam się) miał dostawać tabletki antykoncepcyjne raz w tygodniu i traf chciał, że miał to być piątek. W związku z tym, pan skojarzył sobie, że musi je dawać kotu zawsze kiedy rano słyszy Wojciecha Manna w porannym "Zapraszamy do Trójki" i tak oto pozostało skojarzenie. Magia radia!
Ew, mój Boże, popłakałam się czytając o kocie, tabletkach antykoncepcyjnych i Wojciechu Mannie :D Zresztą, jemu również poświęciłam część wpisu, który jeszcze nie ujrzał światła dziennego. Wyjątkowa osoba. A Kuba Strzyczkowski i ogórkowa- skojarzenie miesiąca :D Ja słuchając przy śniadaniu "Zagadkowej niedzieli" zastanawiałam się, czy rodzice tych dzieci nie denerwują się na nie, że dzwonią do radia i nabijają rachunek telefoniczny (złe doświadczenia z czasów gdy mały brat przez pomyłkę zadzwonił na numer 0700 by złożyć życzenia cioci Gosi :D) No i chyba muszę zaznaczyć, że wygrywasz właśnie nagrodę za najdłuższy komentarz! Nagroda do odebrania w okolicach Bożego Narodzenia, tak zamiast akcji "Pocztówka do świętego Mikołaja" :)

Dodaj komentarz