Pocztówki z OFFa

Pierwszy raz byłem w Katowicach i pierwszy raz na OFFie. Tak właściwie tylko drugie jest prawdą, bo w Katowicach byłem również w zeszłym roku, ale tylko przejazdem i tylko godzinę, którą spędziłem w większości w Silesia Handel Center. Więc chyba się nie liczy.

W każdym razie byłem w tych Katowicach, a nawet byliśmy – ze mną Krzysio, Weronika i Ada.

Zanim napiszę cokolwiek o OFFie, chciałbym uścisnąć rękę osobie (lub osobom) odpowiedzialnym za zagospodarowanie przestrzeni rynku. Nie spodziewałem się, że trafię na kawałek Miami i spędzę w nim godziny. Poważnie. Z resztą rzut kamieniem można było zagrać w wielkie szachy, twistera lub jengę.

Wygląda tak:

Uważam, że coś podobnego powinno powstać w każdym mieście w Polsce.

Z początku chciałem opisać wszystko z chronologicznym podziałem na dni, ale prawda jest taka, że w mojej pamięci OFF zlał się w jeden długi dzień i jedną ciepłą noc. Nie mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć, jaki koncert odbywał się którego dnia (co w sumie chyba nie jest tak istotne). W internecie pojawiło się wystarczająco dużo relacji osób, które na pewno lepiej niż ja znają się na muzyce, i niewykluczone, że pojawią się następne.

Dlatego opiszę Wam wszystko tak, jak opisuje się na pocztówkach. Krótko i z pozdrowieniami.

Wchodzimy akurat na sam koniec Bitaminy i trochę żałuję, chociaż przy Ulrika Spacek żałuję już nieco mniej, a bardziej jestem zafascynowany i rozkojarzony niespodziewanymi zmianami tempa. Przepływamy przez The Men na IDLES, prosto w młyn pogo, w którym odbija się ode mnie spocony Hodor. Topless. Czuję, że żyję i czuję, że moje płuca są mniejsze, niż myślałem. Wokalista pluje na gitarzystę, żeby dać mu znak. Nie wiem tylko jaki. W przerwach wszyscy chodzimy nad suchy Rów, który staje się naszą oazą pośród morza skwaru. Już w nocy – Shellac. Gitara brzmi jak wiertła udaru, a perkusista jest tak małpio zręczny, że nie mam słów. Na Feist jestem kawałek, ale później przenoszę się nad neonowy staw i tam, na leżaku, dogorywam sobie. Słyszę muzykę z trzech miejsc.

S1. Plac Wolności. Spacer. Meta.

Od rana siedzę pod palmami na rynku, trochę się włóczę, a trochę grzebię w kramach antykwariuszy. Krążymy między Sceną Miasta Muzyki a Eksperymentalną, kompletnie bez planu. Miałem iść na Siksę, ale kiedy z daleka słyszę Mariusz, wracaj do domu, trochę mi się odechciewa. Trafiamy na Sheer Mag i jest to szczęśliwy traf. Pieczemy się tylko w słońcu, dlatego dobrze, że jakiś Strażak Sam wpadł na pomysł, żeby uruchomić węża. Czekając na PJ, znów siedzimy w Rowie – chłodząc się czym tylko. Później odkrywamy wegańskie hot dogi, którymi żywię się już do końca festiwalu – smakują dobrze, nie czeka się na nie nawet pięciu minut, a poza tym wiadomo, z czego jest niby-parówka. A koncert PJ jest jak spektakl, tyle że bez miejsca na improwizację. Ale było dokładnie tak, jak miało być – długo i bez bisów. PJ mówi „dziękuję” i „moi muzyczni” przed przedstawieniem zespołu. Na Mitch & Mitch zasypiam na kocu, chociaż ziemia drży. Mitche puszczają nagranie oklasków, żeby ludzie wiedzieli, kiedy klaskać, chociaż sami twierdzą, że to dlatego, że są samowystarczalni. Później kino – Talib Kweli w oddali, a Daniel Johnston na ekranie. Chyba śmieję się trochę zbyt głośno.

S1. Plac Wolności. Spacer. Meta.

Spóźniam się na Kobietę z wydm i trochę żałuję przy tym ostatnim kawałku. Obiecuję sobie, że przesłucham później. Bastard Disco nie porywa, Circuit des Yeux już bardziej (ten głos!), ale najmilej na tym festiwalu było mi na Frankie Cosmos. Podoba mi się, jak się myli i zaczyna od początku, podoba mi się to, że nie ma ani jednego efektu na gitarze, a w ogóle nie gra nudno. I kiedy pyta „Is everybody having a good time?”. Dziękuję, Pani Frankie. Przerwa (dłuższa) i w końcu objawienie. „W tym składzie to najlepszy zespół na świecie”, jak mówi Krzysio – Thee Oh Sees. Młyn i pył wzbijający się z tego młyna. W nosie, w oczach, wszędzie. Później jestem jak z waty, w ustach mam łyżkę piachu i śmieję się jak gnojek po podwórkowym meczu, w którym jego drużyna pokonuje starszych chłopaków 10:9. Jestem tak zmęczony, tak zdeptany, że na Pro8l3mie, na którego idę sam, już tylko stoję z tyłu, trochę się bujam, a trochę palę. Później spotykamy się w Rowie. Swans są tak głośno, że między ludźmi na koncercie kręcą się handlarze i sprzedają stopery. Przysypiamy na Moor Mother, więc chyba pora.

S1. Plac Wolności. Taksa. Meta.

Rano wyjeżdżamy.

Pozdrawiam

Tomek Łowiecki

Komentarze

Amoxicillin Allergy Steroids <a href=http://apcialisle.com/#>cialis 5mg</a> Libera Vendita Cialis <a href=http://apcialisle.com/#>Buy Cialis</a> Nitrofurantoin Mono Mcr 100myl
Forum Cialis France <a href=https://apcialisle.com/#>cialis for sale</a> Best Levitra <a href=https://apcialisle.com/#>cialis 40 mg</a> How To Buy Macrobid

Dodaj komentarz