I Międzynarodowy Niskobudżetowy Festiwal Muzyki Niezależnej

ludzie na festiwalu

Jedną z wielu rzeczy, które chciałbym w życiu zrobić, jest zorganizowanie własnego festiwalu muzycznego. Niestety, do tego potrzebne jest najpierw zorganizowanie własnych pieniędzy. Załóżmy jednak, że do jakiejś forsy w życiu doszedłem i mogę zrobić z nią, co tylko mi się żywnie podoba. W takim wypadku organizacja imprezy muzycznej dla ludzi nieradzących sobie na rynku pracy stanie się dla mnie pewnie mniej priorytetowa, a najwięcej wydam na teledyski It's July Already i mieniące się w świetle reflektorów gitary. Zostanie mi zdecydowanie mniej, niż wynosi budżet kulturalny Wieliczki. Kogo bym zaprosił? Moi drodzy – oto line-up Międzynarodowego Niskobudżetowego Festiwalu Muzyki Niezależnej!

1. Jeff Rosenstock

Ten gość wygląda mi na kogoś, na kim mógłbym obciąć trochę kosztów. Od wielu lat prowadzi zdecydowanie punkowy styl życia, o którym pisze piosenki, które pozwalają mu nadal prowadzić punkowy styl życia. Pochodzący z Long Island lider ska-punkowego (tak, słuchałem ska!) Bomb The Music Industry! to songwriter w swej szczerości jednak raczej folkowy – ot, taki miejski bard. Po tekstach piosenek i wpisach na Twitterze wnioskuję, że na dodatek twardo stąpający po ziemi. Czy przesadzę, jeśli uznam, że bratnia dusza? W każdym razie nie wstydziłbym się komuś takiemu zaproponować nocleg na kanapie i jajecznicę na boczku na śniadanie. Niech przyjedzie sam, z gitarą – będzie taniej. Poniżej singiel z najnowszej solowej płyty „We Cool?”.

2. Florist

Nikt nie wygląda bardziej kujońsko niż dowodząca zespołem Florist Emily Sprague. Nie pytam, jakie ma oceny w szkole. Podobno teraz można wyglądać mądrze ironicznie. Ale nic nie wskazuje na to, żeby za tymi grubymi oprawkami nie czaiła się błyskotliwa myśl. Florist to projekt z gatunku „trzeba to lubić” i „trzeba być smutnym”, a nawet „trzeba lubić być smutnym”. Bardzo cieszy mnie, że podgatunek muzyki kruchej ma się w miarę dobrze, przede wszystkim za sprawą wspomnianej Emily i szalejącej już na europejskich festiwalach Julien Baker. Poza tym członkowie zespołu znakomicie zleją się wizualnie ze sceną ustawioną gdzieś w podupadłym amfiteatrze podupadającego byłego miasta wojewódzkiego.

3. Caroline Rose

O pannie Rose wiem tyle, że jest z Ameryki, ma wiele uroku i talentu muzycznego. I to mi wystarcza, by ją bardzo lubić. To ktoś, kto zdecydowanie powinien być bardziej znany i doceniony. Charakterystyczny, zadziorny głos i folkowo-country'owe nawiązania. Do tego niekiedy nieco transowe rytmy i czerwony dres. Mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości, każda sekunda jej występu nie pozostawia co do tego złudzeń. Jeśli ci smutno, jeśli ci źle, posłuchaj „I Will Not Be Afraid”. Caroline Rose strachu nie odczuwa i dlatego na pewno chętnie wystąpiłaby na koncercie, na którym poskąpiłem na akustyka.

Komentarze

Nie wiem czy bardziej przeraża mnie wyobrażenie sobie country w zamojskim amfiteatrze, czy myśl, że mogłoby się to ludziom spodobać.
Na znaną melodię: "Wszystkie drogi prowadzą do Zamościa!".

Dodaj komentarz